SLIEMA I VALLETTA | MALTA

Podobno być w jakimś kraju i nie odwiedzić stolicy, to grzech. W przypadku Malty zdecydowanie się zgadzamy! Zainspirowani opowieściami o klimatycznej Valletcie, zaplanowaliśmy cały dzień na zwiedzanie. Najpiękniejszy widok na stolicę rozpościera się z linii brzegowej Sliemy, sąsiedniego miasta. Przyjechaliśmy więc wcześnie rano przekonani, że auto zostawimy gdzieś przy ulicy. Na Malcie parkowanie przy ulicy jest darmowe, o ile oczywiście nie jest zabronione. Szybko okazało się jednak, że Sliema jest już tak zatłoczona, że na próżno było szukać miejsca parkingowego. Nie chcieliśmy tracić połowy dnia, więc zdecydowaliśmy się na piętrowy parking w centrum. Tanio nie było, bo zapłaciliśmy pewnie ok 15 EUR.

Teraz spokojnie mogliśmy iść podziwiać. Po dojściu do wybrzeża przed naszymi oczami rozpościerał się nieziemski widok na Vallettę. Do tego pogoda bardzo wzmacniała wrażenia, bo słońce przedzierające się zza chmur rysowało wyraźne strugi światła. Przespacerowaliśmy się wzdłuż wybrzeża aż do Tigne Point. To taki spory pomost, z którego świetnie widać stolicę. Na barierkach już chyba klasycznie poprzypinane były kłódki zakochanych.
Byliśmy podekscytowani i gotowi na Vallettę. Mini port, z którego odpływają promy miał być zaraz obok. Poszliśmy więc dalej, ale szybko doszliśmy do miejsca, w którym jedyną możliwością było wskoczyć do wody 🙂 A prom coraz bardziej zbliżał się się do Sliemy! Okazało się, że promy cumują kilometr dalej i przed południem zaliczyliśmy już pierwszy jogging. Trasa do Sliemy była przyjemna i trwała może 15 minut (pomimo szalonego wiatru). Koszt takiej wycieczki do jakieś 3 EUR za osobę w dwie strony. Jak najbardziej polecamy!

Architektura w Vallettcie jest bardzo urokliwa. Piękne, kolorowe, często zabudowane balkony ozdabiają sporą część kamienic. W oczy rzucają się oryginalne budowle czy konstrukcje. Ciekawym akcentem było dla nas również kolorowe przejście dla pieszych.
Teraz to już zdecydowanie zgłodnieliśmy. Postanowiliśmy zajrzeć do kawiarni, o której słyszeliśmy już kilka razy. Cafe Cordina, czyli najstarsza kawiarnia w Valletcie, przywitała nas skromnym szyldem. Jednak wnętrze, a w szczególności sufity spowodowały, że szczęki nam opadły! Wybraliśmy cytrynowe ciastko bezowe, które następnie zostało dla nas pięknie zapakowane. Julia nie czekała długo i zanim się zorientowałem, ciastka już nie było.
Po przejściu na drugą stronę miasta doszliśmy do Barrakka Gardens (górne i dolne ogrody). Widać stąd doskonale Three Cities, czyli lokalne trójmiasto, po drugiej stronie zatoki. Szczególną uwagę zwróciliśmy na pomnik Eneasz Ugo Attardiego. Zainspirował nas do przyjmowania dziwnych poz w świetle dnia 🙂
Valletta jest bardzo klimatycznym miasteczkiem. Nie przypomina zbytnio innych stolic europejskich. Zachwyca barwami i smakiem, tętni życiem. W każdej uliczce możemy znaleźć kameralne knajpy i lokalne sklepiki. Niezwykle przyjemnie jest pospacerować główną aleją, która obfituje również w bardziej ekskluzywne butiki i restauracje. Wieczorem Valletta przeradza się w centrum rozrywki na Malcie. Otwierają się puby, a ludzie bawią się nawet na ulicach. Pomimo tłumu ludzi czuliśmy się tam bezpiecznie i trochę jak u siebie. Zdecydowanie polecamy amatorom zwiedzania, zakupów, dobrego smaku i zabawy!

Relacjonowali Wam: Julia i Przemysław

Linki:
Udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *